Powstanie węgla
Paląc w piecu, ogrzewamy się energią słoneczną zmagazynowaną przez rośliny jeszcze w karbonie. Nasze złoża węgla nie powstałyby, gdyby nie waryscyjska kolizja kontynentalna. Przyroda lubi równowagę: gdy jedne partie skorupy ziemskiej podnoszą się, inne muszą opaść. Na przedpolu i w obrębie młodych waryscytów powstały wielkie zapadliska, do których spływały rzeki, a od czasu do czasu wdzierały się wody płytkich mórz. W Polsce takie zapadliska powstały na Śląsku i na Lubelszczyźnie. Podmokłe bagniska stały się cieplarnianym rajem dla tysięcy karbońskich roślin - wielkich skrzypów, widłaków i paproci. Dzień za dniem, rok po roku, tysiące pni waliły się w błoto i powoli gniły. Od czasu do czasu powodzie i zalewy morskie przyniosły grube warstwy piasku lub mułu, przykrywając bagniska. Sytuacja powtarzała się i w ciągu milionów lat powstał przekładaniec warstw płonnych i materii roślinnej. Pod ciężarem gromadzonych kolejno warstw pokłady częściowo rozłożonej materii roślinnej zamieniały się stopniowo w węgiel kamienny. Na Górnym Śląsku naliczono kilkaset pokładów węgla. Najgrubsze z nich dochodziły miejscami do 28 metrów grubości.